Blog > Komentarze do wpisu
Burzowo
Za oknem, jeśli nie upalnie, to na pewno bardzo gorąco. Ani w dolinach, ani w górach burze nie powinny nikogo zdziwić. Życie pokazuje jednak, że zwłaszcza tam wyżej wiele potrafi człowieka zaskakiwać, burze oczywiście też...

Na początek kilka fotograficznych wspominek w temacie. Nie tyle mają obrazować - niekonieczną - "dramaturgię" naszego położenia (tak się składa, że z "najciekawszych" burzowych przygód najczęściej zdjęć nie posiadamy...), co raczej potęgę, piękno i grozę żywiołu.

Beskid Żywiecki. Koniec kwietnia. Idziemy z Hali Boraczej na Halę Redykalną, docelowo na Lipowską i Rysiankę. Mruczało, pohukiwało, bardzo blisko, ale tym razem poszło bokiem...
 
Jakkolwiek, takie niebo nie wróży niczego dobrego. Ze słonecznego, jasnego przedpołudnia nic nie zostało. Jak długo jeszcze wytrzyma?.. (Widok z Hali Bacmańskiej w kierunku Wielkiej Raczy).
 
Widok z Bacmańskiej na Tatry. Leje, gdzieś pomiędzy nami a Nimi...
 
Cholera, do schroniska na Hali Lipowskiej już tak niedaleko... ale nasz los jest chyba przesądzony. Mechy i Pilsko momentalnie schowały się za chmurą (po lewej, za świerkami). Za chwilę zacznie się niedługa, ale intensywna ulewa.
 
Kiedy dało się już wyciągnąć aparat, świat wyglądał właśnie tak... Tutaj widok z Hali Lipowskiej w kierunku Wielkiego Chocza i Małej Fatry.
 
Zbliżenie na Wielkiego Chocza...
 
... i Małą Fatrę.
 
Tego dnia już ani nie grzmiało, ani nie padało. Widok z Rysianki na Pilsko, Mechy oraz oświetlone Tatry.
 
Czas na bardziej letni pejzaż. Zielone Bieszczady po  czerwcowej burzy. Widok z podejścia na Połoninę Wetlińską.
 
 
 Dział zza chmur - pojawiał się i znikał.
 
Widok z Wetlińskiej na Caryńską, czyli klasyk, tyle że w burzowej aurze.
 
Tatrzański krajobraz po burzy. Kto uwierzy w tak pustą Kościeliską w lipcu?
 
 
 Może i jest tak, że (jeszcze bardziej) wredne muchy zwiastują burze. Tego dnia - zdecydowanie.
Zza muchy wyłania się wierzchołek Starorobociańskiego Wierchu. Początek lipca. A poranek był taki piękny...
 
Widok z Raczkowej Przełęczy na Kamienistą (po prawej), Smreczyński Wierch (po lewej) oraz Tatry Wysokie (po lewej od Smreczyńskiego, najwyższa - Świnica; centralnie, w głębi majaczy masyw Lodowego Szczytu). Coś się kotłuje nad Wysokimi... Hmm, może do nas nie przyjdzie? Wszak mieliśmy iść na Bystrą...
 
 Odwrót, choć bolesny, okazał się słuszną decyzją. Burze niemalże nas otoczyły.
 
Kolejne granie i szczyty znikały w szarościach ulewnego deszczu. Tego dnia doszło do wypadku w rejonie Kondrackiej Przełęczy - turystka została porażona piorunem. Huczało i przed południem, i po południu.
 
 
Koniec sierpnia w Gorcach. Zejście przez Maciejową do Rabki. Niby coś podejrzanie te chmury wyglądają, ale bez przesady...
 
No dobra, efektownie jest, ale wciąż jakby w bezpiecznej odległości.
 
 Tuż tuż, ale bokiem. Huczy solidnie... i w końcu nas dopadło :)
 
Nasze sudeckie statystyki wciąż przemawiają na korzyść wyjazdów jesiennych, ale żeby nie było nudno - ot, takie zdjęcie odgrzebaliśmy. Widok z wieży widokowej na Wielkiej Sowie w kierunku Ślęży oraz bardzo szybko przemieszczającej się majowej burzy, która w planach nie miała Gór Sowich.
 

 W miarę rozsądnym turystom majaczy coś, że burza w górach (wysokich zwłaszcza) to zło i niebezpieczeństwo. Nie każdy co prawda potrafi powiedzieć, dlaczego właściwie lepiej unikać burz, czasami wręcz myślę, że dla większości turystów tatrzańskich burza kojarzy się tylko i wyłącznie  z tym, że... zmokną (wszak jak wielkiego pecha trzeba by mieć, by piorun w człowieka trafił, prawda?...). A to właśnie w górach typu alpejskiego, zwłaszcza w wypadku osamotnionych szczytów, turni, czy też metalowych elementów ułatwiających chodzenie po górach (klamry, łańcuchy, drabinki, liny stalowe) niebezpieczeństwo burz nie może być lekceważone. Nie znaczy to jednak, że na odsłoniętych, trawiastych grzbietach takich, jak na przykład w Bieszczadach, możemy czuć się bezpieczni. Cóż, w przypadku braku "atrakcyjnych" dla wyładowań atmosferycznych form (np. grup skalnych czy jakiegoś masztu), to my potencjalnie możemy stać się owym najbardziej wyróżniającym się w terenie punktem... Warto też pamiętać, szczególnie w Tatrach, że piorun nie musi trafić w nas, by mogło stać się coś złego. System łańcuchów np. na szlaku od Czarnego Stawu na Rysy doskonale przewodzi ładunki. Znajdując się więc ładny kawałek od źródła wyładowania, można dostać niejako rykoszetem. Sam w sobie ładunek nie musi zabić (ani nawet uszkodzić), może natomiast spowodować np. odpadnięcie od łańcucha, upadek o takim czy innym skutku... Piorun może też uderzyć w znacznej odległości od chmury, a to już niezła zasadzka, prawda? Podczas burzy należy unikać cieków wodnych (prąd niebezpiecznie "lubi" wodę - tą wiedzę chyba każdy z nas posiada), szczególnie mokrych żlebów (a takowe mogą być często kuszącą, a niekoniecznie najrozsądniejszą drogą ewakuacji z grani czy grzbietu), a także chowania się pod skalne okapy (też kuszące, prawda?) czy przylegania do skał...

Czy jest jakiś "sposób" na burze - przecież od maja do sierpnia są one niejako w pakiecie pogodowym?.. No i okazuje się, że czas zacząć od podstaw, czyli od wczesnego wychodzenia w góry. Latem to sama przyjemność, pusty (lub puściejszy) szlak, nierzadko bezchmurne niebo (które lubi znikać w ciągu dnia), no i szansa, na zdążenie przed potencjalną burzą. Kiedyś wierzyłam w to, że burze w Tatrach raczej nie występują wcześniej niż o 11-stej przed południem. Cóż, byłam młoda, jakkolwiek sporo prawdy w tym jest. Kolejną kwestią jest sprawdzanie prognozy pogody (najlepiej na profesjonalnych serwisach pogodowych lub portalach związanych z górskimi służbami ratunkowymi), wszak jeśli wiadomo, że nadchodzące dni mają być wybitnie burzowe, warto zweryfikować swoje plany i nie wybierać się wtedy na Orlą Perć, Rysy czy Giewont ("Przecież w czwartek miały być Rysy!"). Góry jeszcze postoją, poczekają -  bez obaw. Mając świadomość możliwych burz, a niekoniecznie świetną znajomość terenu, warto zawsze planować szlak pod kątem ewentualnego "odwrotu", postudiować mapę, poczytać dobry przewodnik... W trakcie wycieczki zaś należy wyrobić w sobie nawyk nie tylko podziwiania widoków, ale również obserwowania nieba. Umiejętność rozpoznawania chmur i przewidywania tego, co w najbliższym czasie może się wydarzyć w pogodzie, nie jest łatwa, ale na pewno jest do nabycia tylko "w terenie" (no i jest przydatna o każdej porze roku). Warto próbować w każdym razie. Gdy jednak nie zauważymy w porę tego, co warto było zauważyć wcześniej, a nasze uszy wyłowią - w lepszym przypadku - pomruki burzy, w gorszym - grzmot całkiem niedaleko, wtedy na litość Boską, zamiast pędzić jeszcze szybciej na wierzchołek np. Świnicy, polecam właśnie odwrót. Nie zapomnę, jak schodząc ze Świnicy w kierunku Liliowego, mijałyśmy z przyjaciółką małżeństwo z dwójką małych dzieci (koniec przedszkola, początek podstawówki). Ośmieliłam się państwu powiedzieć, że za niedługo będzie burza - już grzmiało, a kotłowało się nieziemsko. Niestety nie zrobiło to na tatusiu w sandałach większego wrażenia... Poszli w górę. Tego dnia nad rejonem Hali Gąsienicowej i Pięciu Stawów Polskich przeszły trzy potężne burze.

Zagrożenia związane z burzami to rzecz jasna nie tylko wyładowania atmosferyczne, ale również ulewne deszcze (bądź grad i gwałtowny spadek temperatury!) oraz porywiste wiatry, a te czynniki jak wiadomo nie są nam obojętne zwłaszcza na graniach czy stromych ścieżkach...

Więcej usystematyzowanej, fachowej wiedzy o burzach (i nie tylko) można znaleźć na stronie TOPR-u  (niedługi, ale przekazujący dużo konkretnej wiedzy film "Burze" dostępny w zakładce "Video" oraz "Akademia Górska").

wtorek, 22 maja 2012, bialavoda
Interested in discovering unknown? Check: exploreeasternpoland.wordpress.com PROSZĘ - NIE KOPIUJ zdjęć ani tekstów bez mojej zgody. Chętnie się podzielę, ale proszę o kontakt: bialavoda(at)gazeta.pl
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: