Blog > Komentarze do wpisu
Wśród burz, kwiatów i krzyży, czyli czerwcowa opowieść beskidzkoniska (cz. 1)
Od czego by tu zacząć? To, co było po drodze (m.in. Biecz, kościółki w Lubli, Binarowej oraz Sękowej), zostawię na inny wpis. Naszym priorytetem były cerkwie w Owczarach i Kwiatoni.

Musieliśmy się sprężyć, by do godziny 16-stej zdążyć z ich zwiedzeniem. W poniedziałek i wtorek obiekty leżące na Małopolskim Szlaku Architektury Drewnianej są zamknięte, a była akurat niedziela. Najpierw więc Owczary (niegdysiejszy Rychwałd). Boczna, momentami kręta droga prowadzi nas wśród domostw i krzyży, mijamy też remizę, w której odbywały się poprawiny (jeszcze nie padało, naród wyległ więc tłumnie na zewnątrz), w końcu docieramy pod drewniane cudeńko. Wewnątrz pani zapala nam światło, trochę opowiada, trochę odpowiada na pytania - tak jak lubimy, bez narzucania się, a jednocześnie miło i kompetentnie.

Wnętrze cerkwi pw. Opieki Bogurodzicy w Owczarach.

Gdy wracamy do drogi głównej, pada już dość mocno, w drzwiach remizy stoi więc tylko jedna para. Jedziemy, jest już po 15-stej, ale raczej zdążymy, no chyba, że ktoś zamknie wcześniej... Droga na Konieczną wspina się na Przełęcz Małastowską, która ginie w niskich chmurach. Może to i "tylko" 604 m n.p.m., ale serpentyny robią wrażenie. Zimą musi być tu niezła zabawa... W Gładyszowie skręcamy w kierunku Kwiatoni. Leje. Na cerkwi kartka "Zaraz wracam". "Cholera", zamruczeliśmy przed nosem. Pewnie ktoś wróci o 16-stej i powie, że zamykać musi. A tu niespodzianka - ani żeśmy się obejrzeli, pan już otwierał nam cerkiew. Mówi, że jak trzeba to i po godzinach otwiera, jeśli tylko jest w domu, który znajduje się blisko zabytku. To miłe. Na tym jednak nie koniec. Pan jest naprawdę właściwą osobą na właściwym miejscu - posiada doświadczenie, wiedzę, jest zorientowany. Śmiało więc wypytujemy o przebieg starań dotyczących wpisania kolejnych obiektów na listę UNESCO (m.in. Kwiatoni właśnie, ale i położonego u stóp Roztocza Południowego Radruża). Najbardziej intensywny fragment burzy ma miejsce właśnie, gdy jesteśmy wewnątrz cerkwi.

Cerkiew pw. św. Paraskewy w Kwiatoni bardzo klasycznie.

 

W Kwiatoni po burzy.

Postanawiamy podjechać jeszcze do Skwirtnego, następnie wracamy do Kwiatoni i kierujemy się na Oderne. Burza przechodzi, na chwilę pojawia się słońce - wyjątkowy moment podczas naszego wyjazdu, który zasadniczo odbywał się przy mocno ponurej aurze zachmurzonego nieba i kolejnych serii opadów...

Cmentarz i cerkiew pw. śś. Kosmy i Damiana w Skwirtnem.

Chwila słońca po burzy.

Kościół pw. św. Stanisława Biskupa w Odernem.

Droga wije się momentami stromo pod górę, jest wąska i kręta, ale dzięki temu jeszcze bardziej malownicza.

Morza kwiatów.

Widok z Wierchu ku Przysłupowi.

Nowicy skręcamy na Przysłup, chcemy podejść do cerkwi, którą widzieliśmy z Wierchu między Odernem a Nowicą. Osiemnastowieczna cerkiew pw. św. Michała Archanioła nie znajduje się przy samej drodze, ale po drugiej stronie potoku. Zdaje się, że niegdyś można było podjechać pod nią samochodem, ale na dzień dzisiejszy to, po czym przechodzi się nad strumieniem, wygląda dość prowizorycznie i chyba czeka na kolejne uszkodzenia przez wezbrane wody.

Jedna z odremontowanych chyż w Nowicy.

Kapliczka w Przysłupie.

Zwiedzanie zwiedzaniem, ale żołądki dają w końcu o sobie znać - trzeba by coś zjeść. Postanawiamy więc odwiedzić schronisko na Magurze Małastowskiej. Zjemy tam, a jeśli się nam spodoba, to może i przenocujemy?.. Zostawiamy samochód na wysokości szlabanu i tuptamy do schroniska, które jest dosłownie rzut beretem od drogi, ale położone w gęstej, pięknej i tonącej tego dnia we mgle buczynie, wygląda całkiem malowniczo.

Schronisko PTTK na Magurze Małastowskiej.

Jesteśmy tu pierwszy raz. Czytaliśmy parę słów krytyki w "NMP"-ie, ale podejście mamy pozytywne, wszak już nie raz nasze gusta różniły się od gustów osób oceniających schroniska PTTK dla celów najpopularniejszego - zdaje się - rankingu schronisk górskich. Wchodzimy. Jest pusto, cicho. Cóż, kończy się długi weekend "okołobożocielny" - tłumów żeśmy się nie spodziewali, dlatego jesteśmy tu właśnie teraz. Jadalnia robi dość smutne wrażenie - jakieś zdjęte drzwi leżą oparte o ścianę, kosze pełne śmieci, nie ma menu, wystawione jest tylko piwo, napój energetyczny, książeczka GOT, kilka - zdaje się ręcznie malowanych, ale nietanich - pamiątek. Powyżej okienka bufetowego stary dyplom PTTK z lat 80-tych o wygraniu konkursu na najlepsze schronisko turystyki kwalifikowanej. Zaglądamy do okienka i wołamy - głucho. No nic, "zwiedzamy" dalej. Nagle w rogu otwiera się kawałek podłogi i słyszymy: "W czymś mogę pomóc?". Podziękowaliśmy i powiedzieliśmy, że się rozglądamy. "Piekło" się więc zamknęło. Byliśmy pewni, że właściciel męskiego głosu pojawi się wkrótce przy bufecie. No bo jak inaczej?! Dopiero po chwili dociera do nas, że to nie tak... Nad włazem w podłodze wiszą tabliczki: "Obsługa schroniska" / "Proszę wołać".

System komunikacji z obsługą w schronisku na Magurze.

Wołamy więc. Po chwili znów rozmawiamy z panem spod podłogi. Rzecz jasna my go nie widzimy. Pytamy, czy coś można zjeść. Słyszymy, że "ciężko" (obracamy to w żart, mówiąc, że wiemy, że jest koniec długiego weekendu i kto to widział w ogóle przychodzić). Pan mówi: "Porcja ogórkowej i pierogi ruskie". Prosimy więc o dwie porcje pierogów. Jakby nie było, jesteśmy głodni, a pierogi to zawsze pierogi - zazwyczaj można się najeść. Czekamy cierpliwie, ale trochę za długo. W końcu właz się otwiera - na drewnianej "windzie" wędrują do góry talerze z pierogami. Odbieramy posiłek, a w miejscu talerzy kładziemy zapłatę. Z wielką przykrością muszę powiedzieć, że gorszych pierogów nie jadłam w życiu. Rozgotowane i pływające w brei - to mało powiedziane... "System windy" zaś oraz obsługa schroniska, która nie potrzebuje widać kontaktu "twarzą w twarz" z turystami - to jakieś wielkie nieporozumienie... Przypomina mi się w tym momencie, że w "NMP"-ie też o tym pisali, więc  wygląda na to, że raczej nie spotkało to nas  w drodze wyjątku - tu najwyraźniej tak po prostu jest... Decyzja podjęta, na noc zostaniemy tu kiedy indziej. Dziś jedźmy do bacówki w Bartnem - dawno nas tam nie było, a o niej też różne dziwne rzeczy słyszeliśmy...

Przejeżdżamy - tym razem w drugą stronę - przez Przełęcz Małastowską, po raz kolejny mijamy cerkiew w Małastowie oraz kamienny krzyż z Chrystusem w różowym perizonium i  takiej też koronie cierniowej, następnie skręcamy na Bodaki i Bartne. Zanurzamy się w tej pięknej, tonącej w zieleni i kwiatach dolinie pełnej drewnianej architektury, przydrożnych krzyży, kapliczek i... krów.

Krzyż w Małastowie.

Bodaki - kapliczki i krowy.

 

W Bartnem. 

Trudno powiedzieć, że byliśmy serdecznie powitani (czy choćby mile widziani) w pustej bacówce, ale z drugiej strony nie spotkało nas to, co naszych przyjaciół, którzy usłyszeli kiedyś, że "się im tu nie spodoba" i żeby "znaleźli sobie inny nocleg"... Do dziś zachodzą w głowę, dlaczego tak się stało. Cóż, my widać trafiliśmy na lepszy dzień ajenta. Trzeba przyznać, że klimat i niektóre obyczaje są w bacówce dość... specyficzne (np. sprzątanie jadalni, którą notabene opuściliśmy poprzedniego wieczoru wcale nie za późno, bo ok. 20-stej [sic!], odbywało się w porze wybitnie śniadaniowej, bo po 8-mej rano). Jakkolwiek zalety też są - i nocleg, i jedzenie jest niedrogie, a zupa jarzynowa była naprawdę smaczna i sytna. Naleśniki zresztą też.

Pogodny wieczór w Bartnem...

 

 ... i podejrzane chmury w oddali.
 

 

[Ciąg dalszy nastąpi wkrótce].

 

poniedziałek, 18 czerwca 2012, bialavoda
Ta strona niedługo zniknie, zapraszam na WWW.SUBIEKTYWNYPRZEWODNIKPOGORACH.COM Proszę - nie kopiuj zdjęć ani tekstów bez mojej zgody. Chętnie się podzielę, ale proszę o kontakt: bialavoda(at)gazeta.pl
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: krystyna, *.nowanet.pl
2012/06/18 08:48:58
oj przykre że na Małastowskiej tak się dzieje... ja to zawsze z sentymentem to schronisko wspominam, bo to jedno z pierwszych, w których byłam... no i najstarsze w Niskim... "system windy" ostatnio (czyt. jakieś 2 lata temu:P) sprawował się całkiem fajnie, ale wtedy prócz niewidzialnej obsługi na dole, na górze był całkiem rozmowny chatkowy, heh widać dużo się zmienia, szkoda, że na gorsze. Tym bardziej, że od czasu do czasu ponawia się informacja, że owo urokliwe schronisko ma być wyburzone, a zamiast niego ma być postawiony szklany górski hotel nastawiony na narciarzy.
PS sesję kończę - jak dobrze pójdzie - za tydzień ;)
no i czekamy na ciąg dalszy ;)
-
2012/06/18 09:15:40
Szkoda, szkoda. Miejsce wygląda z zewnątrz naprawdę świetnie i aż się prosi o "bacówkowy" klimat w środku - taki, który trwa bez względu na to, czy schronisko jest akurat pełne czy puste... Naprawdę - na coś takiego właśnie mieliśmy nadzieję. "Szklany hotel" powiadasz? Masakra. Czyżby kolejny z cyklu genialnych pomysłów "Towarzystwa"? Eh, to już lepiej niech zostanie ta drewniana winda...
-
Gość: Andy500, *.opera-mini.net
2012/06/18 20:06:45
@bialavodo - nic dodać nic ująć - takie refleksje nachodzą mnie, gdy czytam te "wypociny". I dziwię się, że ten "pseudoprzewodnik" rekomenduje str.Sercu bliski BN. Spojrzyj kiedyś do forum wspomnianej str., naucz się pokory a potem możesz zamieścić "za zgodą..."
A wracając do Magury - znam ją od r.1970; owszem, był i tu kontuar ale był i wyszynk piwa - chciałbyś ? Teraz z "dziurą" doskonale się rozmawia (było to wykorzystane w pytaniu w "Jednym z dziesięciu"). I to jest tylko tu, na Magurze. "Zawsze chętnie tam wracam" i nie jest to miejsce "dla takich jak ty".
-
Gość: tur, 149.156.6.*
2016/08/02 13:24:21
W temacie gościnności wiele na Magurze się nie zmieniło - niestety.