Blog > Komentarze do wpisu
Okołogórskie migawki różne (cz. 6 - alkohor)
„Alkohor”, bo co by nie mówić, nasi południowi sąsiedzi pijący w górskich okolicznościach przyrody jakoś niespecjalnie kojarzą nam się z naszą polską, głupkowatą „alkoturystyką”.

Fakt jest faktem, że zdrowie to oni mają, ale zanim popiją więcej, to zazwyczaj wcześniej coś honornego zdobędą, albo przynajmniej wbiegną na jakiego Pradziada po śniegu. Nie do końca potrafimy to zwerbalizować, ale tam jest inaczej (w dobrym sensie). Również pod tym względem. I choć dalej będą migawki już tylko z Polski, niech na początek błysną bracia Czesi:

Zauważone przy schronisku Švýcárna w Jesenikach. 

Ale u nas - co by nie mówić - też jest ciekawie. Tak więc tu i ówdzie, nim człowiek zamówi coś wyskokowego, może liczyć na przywołanie do porządku...

...w schronisku Przegibek...

...albo w uroczym sklepie gdzieś w Beskidach.

 Niejeden pewnie już doznał tu oświecenia.

Nie zawsze jednak trzeba kupować na wynos, wszak czasami człowiek zasłuży, by usiąść i się zrelaksować...

I niekoniecznie musi być napisane, że od razu „bar” czy - jeszcze lepiej - „kawiarnia″. Wystarczy jasny komunikat, co jest podawane:

...a czasami nawet jeszcze mniej. Przekaz powinien być jasny i klarowny, a godziny otwarcia... przyjazne: 

Dobrze też jest, gdy ważne instytucje skupione są w jednym miejscu, by ułatwiać życie, nieprawdaż?

Wchodząc z zewnątrz do ciemnej sieni, trafienie w odpowiednie drzwi wcale nie musi być łatwe :)
środa, 30 stycznia 2013, bialavoda
Ta strona niedługo zniknie, zapraszam na WWW.SUBIEKTYWNYPRZEWODNIKPOGORACH.COM Proszę - nie kopiuj zdjęć ani tekstów bez mojej zgody. Chętnie się podzielę, ale proszę o kontakt: bialavoda(at)gazeta.pl
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: ewa, *.net.brewet.pl
2013/02/02 14:00:10
Mimo, że sama też czasem się lubię napić, jakoś obrzydza mnie widok "turystów", którzy idą przez szlak z puchą piwa albo jak miało to miejsce podczas mojej majówki w Tatrach (o zgrozo :) ), pijących przed schroniskiem w Chochołowskiej i rozrzucających wszędzie plastikowe kubki. Ja chętnie napiję się jakiegoś alkoholu wieczorem, gdy już zejdę z gór i siedzę w jakiejś knajpce. Picie w górach jakoś nigdy mnie nie pociągało... Poza jednym wyjątkiem, zawsze kupuję sobie jednego Pilsnera albo Velkopovicky Kozel :) z wieży na Biskupiej Kopie, bo tam smakuje jakoś wyjątkowo...