Blog > Komentarze do wpisu
Powsia. Zamiast wstępu
Tytułowego wyrazu na próżno szukać w słownikach. My zostaliśmy z nim oswojeni dzięki naszym Przyjaciołom. Dla tych, którzy go używają w kontekście Beskidu Niskiego oraz Bieszczadów, zdaje się być dość oczywisty - są to miejsca po wyludnionych wsiach, które to ich mieszkańcy (Łemkowie i Bojkowie) - czasem za namową, a znacznie częściej pod przymusem - opuścili na skutek zawieruchy wojennej i politycznych decyzji. Wszystko zaczęło się jeszcze w 1944 roku - Polacy mieli opuścić tereny Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a ludność rusińska - Polskę (analogiczne porozumienia PKWN zawarł także z radzieckimi republikami Litwy i Białorusi). Teoretycznie wymiana ludności odbywała się za przyzwoleniem zainteresowanych. Osoby wyjeżdżające z Polski mamiono wizjami dobrobytu na ziemiach Związku Radzieckiego. Później, w 1947 roku, podczas akcji „Wisła”, ruch deportacyjny skierowany był już nie na wschód, ale na zachód, na tzw. Ziemie Odzyskane. I tak na te nowe, obce kresy wysyłani byli zarówno Łemkowie, jak i Polacy, którzy musieli opuścić wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej...

Skoro ludność ta zasiedliła owe ziemie, musiały się one „nadawać” do zasiedlenia, tj. musiały być wcześniej puste lub raczej... opuszczone. Prusy Wschodnie, Pomorze Zachodnie, w końcu - ziemie Dolnego Śląska i Sudetów, wszystkie te tereny również stały się areną wysiedlenia  związanych z nimi od wieków mieszkańców. I tutaj także, zwłaszcza w nieraz odludnych, górskich terenach, na których ponowne osadnictwo nie dało sobie rady (lub nawet nie próbowało!), spotykamy pamiątki po tych, co w trybie pilnym i okrutnym musieli opuścić swoje domy i pola.

W Beskidach tereny po miejscach niegdyś tętniących życiem, a dziś cichych i pustych, znaczą aktualnie m.in. przydrożne krzyże i figury, miejsca po cerkwiach, cmentarze, zdziczałe drzewa owocowe, pozostałości po studniach, piwnicach, nieliczne ocalałe budynki... W Sudetach to, co zostało najczęściej, to zachowane nieraz w głuszy budynki, stojące na odludziu kamienne figury czy popadające w ruinę kaplice, fragmenty fundamentów czy kamiennych ścian domów, brukowane drogi oraz - naturalnie - drzewa owocowe... Wiele z tych pamiątek trudno dostrzec latem czy zimą, kiedy odpowiednio zieleń liści lub biel śniegu skrywa je przed naszymi oczami. Najlepszą porą na tego typu poszukiwania jest bezlistna jesień i wiosna.

Cykl, który rozpoczynamy (a który - mamy nadzieję - będzie długo kontynuowany), nie ma być cyklem o charakterze stricte historycznym, ale ma za zadanie skupiać się właśnie na tym, co zwyczajny, acz uważny wędrowiec może zobaczyć w terenie, w różnych stronach naszych gór (i nie tylko), jeśli chodzi o pamiątki związane czy to z wysiedloną ludnością rusińską, czy z Niemcami sudeckimi. [Tak jak tematyka Łemków czy Bojków od lat interesuje coraz szersze kręgi osób zafascynowanych Karpatami, etnografią czy architekturą drewnianą, tak zagadnienia związane z przedwojennymi mieszkańcami Sudetów zdaje się spowijać wciąż jakaś nieprzyjazna zasłona milczenia...]. Będziemy przede wszystkim skupiać się na tych miejscowościach, które na mapach są zaznaczane jako nieistniejące (na mapach Compassu nazwy znajdują się wtedy w nawiasach) lub... nie są w ogóle zaznaczone (dotyczy to zwłaszcza wsi sudeckich). Czasami jednak odwiedzimy miejscowości nadal zamieszkałe (choć zazwyczaj przez dosłownie kilku mieszkańców), po to by i tam szukać.

Do minimum ograniczać będziemy przywoływanie (czytaj: przepisywanie) danych historycznych. Zainteresowani tematyką wysiedleń w Beskidzie czy Bieszczadach bez większego trudu znajdą wiele wartościowych opracowań tak w internecie (np. tutaj), jak i na półkach księgarskich. My najczęściej posiłkujemy się - póki co - przewodnikami wydawanymi przez „Rewasz”, a jeśli chodzi o ziemie zachodnie - cyklem artykułów w miesięczniku „Sudety” zatytułowanym „Śladami dawnego osadnictwa w Sudetach” (cykl został rozpoczęty w kwietniu 2012 r.). Przy planowaniu i realizowaniu beskidzkoniskich wycieczek nieocenioną może być wznowiona niedawno pozycja „Opuszczone wsie ziemi gorlickiej” [A. Piecuch, A. Harkawy, M. Janowska-Harkawy; W-wa 2013].

Będzie i beskidzko, i sudecko. Będziemy zaglądać także na pogórza i wyżyny. Zaprezentujemy miejsca popularne oraz i te mniej znane, choć wcale nie zawsze mniej efektowne. Wszystkie one bowiem - mimo różnic - mają COŚ wspólnego. I dlatego właśnie będziemy o nich pisać.

wtorek, 12 listopada 2013, bialavoda
Interested in discovering unknown? Check: exploreeasternpoland.wordpress.com PROSZĘ - NIE KOPIUJ zdjęć ani tekstów bez mojej zgody. Chętnie się podzielę, ale proszę o kontakt: bialavoda(at)gazeta.pl
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/12/29 20:06:42
Obiektywnie rzecz ujmując wysiedlenia były najlepszym co mogło spotkać górską przyrodę. Czym innym było celowe niszczenie zabytków...
-
2013/12/30 18:38:01
Szczerze mówiąc, jest mi ciężko spojrzeć w taki sposób na zagadnienie wysiedleń...
-
2013/12/30 19:49:24
Kiedyś też ulegałem takim ciężarom. Dziś mogę z całą świadomością stwierdzić, że dobrze się stało. Plusów wysiedlenia jest zdecydowanie więcej niż minusów, choć za mało tu miejsca by temat rozwinąć.