Blog > Komentarze do wpisu
Muśnięcie (Wielka Fatra)
Kiedy w końcu udało nam się zrealizować plan dotarcia na grzbiet Wielkiej Fatry, byłam w piątym miesiącu ciąży, był koniec października, a pogoda nie rozpieszczała. Postanowiliśmy skorzystać z autobusu, który kursował jeszcze o tej porze roku w weekendy z Bańskiej Bystrzycy i dowoził turystów pod hotel górski Kráľova Studňa. Pomysł dość oryginalny, jak dla nas, ale czasem warto poszerzać horyzonty... Autobusik (bo tak go lepiej nazwać) faktycznie kursował i mimo szpetnej pogody na dole, był pełen osób w różnym wieku, które tak jak my chciały rozpocząć wędrówkę od razu na górze. Niestety, cud pogodowy nie zdarzył się wraz z wjechaniem na wysokość ponad 1200 m n.p.m. Padało, wiało, o widoczności można było pomarzyć.

Wielka_Fatra_jesien_1

Schroniliśmy się czym prędzej w przestrzeniach hotelowych (no bo raczej nie schroniskowych) i rozpoczęliśmy czekanie na cud, który przecież musiał się stać. Nieco zaskoczył nas fakt, że potężny jak na tę wysokość budynek oferował turystom jedynie ciasny bufecik tuż przy wejściu. Ten zaś był akurat "okupowany" przez liczną i głośną grupę, która raczej nie zdążyła wytrzeźwieć od poprzedniego wieczora. Jakkolwiek, miejsce znaleźliśmy w holu, gdzie było spokojniej, cieplej i na tamten moment, milej. Nasz plan zakładał dojście na Krížną, a następnie na Ostredok, najwyższy szczyt Wielkiej Fatry. Wracać oczywiście chcieliśmy "naszym" autobusikiem, który późnym popołudniem zjeżdżał w dół. Jako że po pewnym czasie siedzenie w cieple nam się znudziło, a na dworze prawie nie padało, postanowiliśmy ruszyć.

 

Mimo cokolwiek ponurej aury, spotkaliśmy m.in. parę z maleńkim dzieckiem w nosidle (pod kurtką) oraz licznych rowerzystów, dzielnie walczących z błotem pod kołami. Ruch na grzbiecie był, ale widać było zasadniczo ludzi dobrze przygotowanych (ot, taka różnica między turystyką "tam" a "tu"). Niestety, spacer zakończyliśmy trochę wcześniej niż planowaliśmy, gdyż smagający nas wiatr i wszechogarniająca mokrość dały mi trochę popalić i stwierdziłam, że żadna Krížna (czy nawet Ostredok) nie są warte mojego przeziębienia się w ciąży. Poślizgnięcie się na błocie utwierdziło mnie jedynie w tym, że decyzja o powrocie do hotelu była słuszna. Powróciliśmy więc pokornie i zasiedliśmy w bufecie (grupa właśnie wychodziła, bo internet powiedział, że wkrótce ma się przejaśniać...). I wydawałoby się, że już nic się tego dnia nie wydarzy (powoli zbliżała się godzina naszego odjazdu), a jednak... W pewnym momencie naprawdę pogoda zaczęła się zmieniać. Nasz mały cud się wydarzył, a nam było dane przez krótką chwilę poczuć, jak bajkowo musi być w Wielkiej Fatrze słoneczną jesienią...

 Wielka_Fatra_jesien_3

Wielka_Fatra_jesien_51

Wielka_Fatra_jesien_7

Wielka_Fatra_jesien_6

Wielka_Fatra_jesien_8

Wielka_Fatra_jesien_9

Wielka_Fatra_jesien_10

Wielka_Fatra_jesien_11

 Wielka_Fatra_jesien_12

Wielka_Fatra_jesien_13

Wielka_Fatra_jesien_14

Wielka_Fatra_jesien_15

 

Wielka_Fatra_jesien_17

Wielka_Fatra_jesien_18

Wielka_Fatra_jesien_19

Wielka_Fatra_jesien_20

Wielka_Fatra_jesien_22

 Potem słońce zgasło dość szybko, jak to jesienią, a Fatra zaczęła układać się do snu...

P.S. Jaka pogoda była następnego dnia, choć w trochę innych górach, można zobaczyć tutaj, tutaj i tutaj.

 

poniedziałek, 29 października 2018, bialavoda
Interested in discovering unknown? Check: exploreeasternpoland.wordpress.com PROSZĘ - NIE KOPIUJ zdjęć ani tekstów bez mojej zgody. Chętnie się podzielę, ale proszę o kontakt: bialavoda(at)gazeta.pl
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: