Kategorie: Wszystkie | praktyczne | relacje i obrazki | różności
RSS
środa, 06 marca 2019
NOWY ADRES BLOGA

Jako, że platforma, z której obecnie korzystamy, wkrótce (z końcem kwietnia) przestanie istnieć, już teraz informujemy o nowym adresie. Najpóźniej 29 kwietnia pojawimy się na Wordpressie. Do zobaczenia!

 

subiektywnyprzewodnikpogorach.com

 

P.S. Mamy nadzieję, że ta zmiana wyjdzie jedynie na lepsze. Do zobaczenia!

 

 

 

 

14:31, bialavoda
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 stycznia 2019
Gwałt

O zimowej ciszy w górach było już kilkukrotnie. O baśniowym świecie uśpionym, wytłumionym gigantyczną, puchową kołdrą, w którym nie słychać wody, śpiewu ptaków, szumu drzew. Lubię zatrzymywać się w zimie na szlaku (gdy nie wieje) i słuchać tego, że nie słyszę. A raczej, że słyszę "tylko" ciszę. A przecież w naszym świecie taka cisza, to coś równie unikatowego jak ciemne niebo bez jakiejkolwiek łuny. Kiedy więc tę ciszę gwałci i rozrywa na strzępy huk silnika skutera, coś we mnie pęka. Najpierw jest wściekłość, a potem zostaję ze smutkiem. I jeszcze smrodem spalin, o którym zapomnieć nie można zbyt szybko... Nie piszę tu o tych, którzy wypełniają dzięki skuterom swoje obowiązki, ale o tych, którzy jeżdżą "rekreacyjnie" po górskich lasach, polanach i halach, gdzie być ich nie powinno zarówno ze względów prawnych, jak i z przyzwoitości względem przyrody - jak się okazuje, nie tylko lasu czy zwierząt, ale także ludzi.

Hala_Rysianka_12.16.Poryta głównie śladami skuterów Hala Rysianka (niedzielne popołudnie).

Mam takie śmieszno-straszne wspomnienie z ulubionej bacówki, kiedy to kilka wieczornych, styczniowych godzin spędziliśmy przy jednej ławie z parą deklarującą się jako weganie i dość otwarcie próbującą przekonywać nas do swoich racji. Chłopak wybiegł potem na halę, bo przyjechali ludzie na skuterach i wśród ostrych świateł swoich reflektorów oraz huku silników niszczyli nie tylko dziewiczy śnieg na wysokości 1000 metrów nad poziomem morza, ale coś o wiele ważniejszego. Gdy nasz nowy znajomy wrócił z zewnątrz, z nieukrywanym podnieceniem opowiadał o szalejących skuterach. Nie byliśmy w stanie zrozumieć, że w tej chwili wojowniczy obrońca praw zwierząt... zniknął.

 Na_Turbaczu_01.191

Pod schroniskiem na Turbaczu.

Obrazek spod Turbacza, sprzed tygodnia. Sobota, wieczór, gwar. Dużo ludzi, mimo że na zewnątrz najprawdziwsza zima, a GOPR codziennie od kilku dni kogoś "ściąga". Jest tu i roczne dziecko, i grupa ratowników z psami na szkoleniu. No i panowie, którzy właśnie zsiedli ze skuterów. Ku naszemu zaskoczeniu większość z nich zdecydowanie po pięćdziesiątce, znaczy dorośli, dojrzali mężczyźni, nie żadna "gówniarzeria". Chwilę siedzą koło nas, więc słyszymy, że rozmawiają o możliwościach dróg powrotnych, na dół. Znaczy odpoczynek i odwrót. No, prawie. Za parę chwil (już nie przy naszej ławie) grupa się powiększa, by w końcu zaanektować chyba najbardziej lubiany przez tych, co imprezują na Turbaczu regularnie, stolik obok bufetu. Oprócz piwa na stole pojawia się i wódka, a impreza trwa i trwa... Szczerze mówiąc, nigdy mi nie przyszło do głowy, że idąc w górach, zimą i po zmroku powinno się uważać na pijanych kierowców. Bo raczej szaleństwem (podobnie jak w zwyczajnych, czyli niegórskich warunkach) jest wymaganie, by to oni uważali. Więc jeśli do kogoś nie przemawia argument o ochronie przyrody czy ciszy (zapomnijmy również o cokolwiek "martwych" przepisach prawa), to może ta refleksja będzie przydatna. Sama z siebie koniec końców się śmieję - skoro wiem, że mnóstwo kierowców crossów czy quadów spożywa podczas swoich "wycieczek" w górach alkohol, dlaczego nie przeszło mi przez myśl, że to samo dzieje się w zimie. A że dzień krótki, to przecież nie ich wina...

 

poniedziałek, 07 stycznia 2019
Narnia w sercu Gorców

Nie wiem, co było najpiękniejsze - tysiące metrów sześciennych białego puchu, świat totalnej ciszy, szadź na świerkach czy śniegowe rzeźby na gałęziach buków. A może to, że bezpiecznie i bez kłopotów udało się odbyć wycieczkę (choć plany trzeba było zweryfikować), co w ostatnim czasie - gdy codziennie podawane są informacje o beskidzkich akcjach GOPR-u - nie musi być wcale czymś oczywistym. Zima to zima. Uczy pokory, ale wynagradza sowicie.

Gorce_zima_styczen_2019_1

Płatki śniegu jak z dziecięcej bajki, bezwietrznie.

Gorce_zima_styczen_2019_2

Świat puchu i świeżego "lukru" na drzewach.
Ten ostatni wraz z wysokością nabierał ciężaru i nieziemskich kształtów.

Gorce_zima_styczen_2019_3

Zagrożenie lawinowe w lesie ;)
Śmiać się można, ale z drzew spadały nie tylko "pyłówki", a i niemało można było zobaczyć gałęzi i drzew świeżo połamanych pod ciężarem śniegu.

Gorce_zima_styczen_2019_4

Gorce_zima_styczen_2019_5

Kaplica Papieska.

Gorce_zima_styczen_2019_6

Gorce_zima_styczen_2019_7

Chyba nigdy schronisko pod Turbaczem nie podobało mi się tak bardzo. Zwłaszcza od momentu, kiedy z dachu zniknął gont...

Gorce_zima_styczen_2019_9

Gorce_zima_styczen_2019_8

A na szczycie Turbacza jakby inny świat.

Gorce_zima_styczen_2019_10

 Następnego dnia rano pod samym Turbaczem było bezwietrznie, ale już kawałek niżej, na polanach rządził wiatr i zaspy.

Gorce_zima_styczen_2019_11

A potem znów weszliśmy do Narnii...

Gorce_zima_styczen_2019_12

 

P.S. Dopiero dzisiaj Gorczański Park Narodowy opublikował komunikat dotyczący bardzo trudnych warunków na szlakach oraz niebezpieczeństwa związanego również z obciążonymi śniegiem drzewami. Warunki w górach zmieniły się radykalnie wraz z Nowym Rokiem, kiedy to zaczęło sypać w ilościach tak obfitych, że bardzo szybko lawinowa dwójka w Tatrach zmieniła się w czwórkę, a w Karkonoszach i Bieszczadach jest soczysta trójka. Szlaki nieprzetarte lub od razu zasypywane świeżą warstwą śniegu (bo praktycznie ciągle pada), zaspy potężne, wycieczki nawet w rakietach czy na nartach nie muszą dawać gwarancji powodzenia, zwłaszcza gdy dojdą do tego problemy orientacyjne... W mediach można poczytać nie tylko o dobrze wyposażonych (spora szansa, że i doświadczonych) turystach, którzy potrzebowali pomocy ratowników, bo wielogodzinne przedzieranie się przez śnieg okazało się (dosłownie) wykańczające, ale również o znanym bokserze, który wraz ze swoim psem został "ewakuowany" spod Śnieżki... (O tym, co sądzę o bezpłatnym ratownictwie górskim już pisałam TU i TU, więc nie będę się powtarzać). Wydaje się, że sytuacja (chyba głównie lawinowa) skutecznie zniechęca do wycieczek w nasze góry najwyższe (dzięki Bogu nie musimy - póki co - czytać o akcjach TOPR-u), ale zdziwiłby się ten, kto pomyślałby, że na przykład w takich Gorcach w weekend w schronisku będzie jakoś spokojniej, puściej. Ale o tym innym razem.

P.S.2 Uważajcie na nietrzeźwych kierowców skuterów, których nie brakuje - jak się zdaje - co sobotę (a może częściej?) na gorczańskich szlakach, również po zmroku... (Rzecz jasna wiosną zamienią skutery na quady i crossy).

 

poniedziałek, 29 października 2018
Muśnięcie (Wielka Fatra)
Kiedy w końcu udało nam się zrealizować plan dotarcia na grzbiet Wielkiej Fatry, byłam w piątym miesiącu ciąży, był koniec października, a pogoda nie rozpieszczała. Postanowiliśmy skorzystać z autobusu, który kursował jeszcze o tej porze roku w weekendy z Bańskiej Bystrzycy i dowoził turystów pod hotel górski Kráľova Studňa. Pomysł dość oryginalny, jak dla nas, ale czasem warto poszerzać horyzonty... Autobusik (bo tak go lepiej nazwać) faktycznie kursował i mimo szpetnej pogody na dole, był pełen osób w różnym wieku, które tak jak my chciały rozpocząć wędrówkę od razu na górze. Niestety, cud pogodowy nie zdarzył się wraz z wjechaniem na wysokość ponad 1200 m n.p.m. Padało, wiało, o widoczności można było pomarzyć.
wtorek, 31 lipca 2018
Małe dziecko w Tatrach, czyli czego nauczył nas szesnastomiesięczny turysta
To, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, wie każdy. W kontekście tematyki naszego wpisu nie chodzi tu jedynie o dosłowne, fizyczne położenie dziecka względem rodzica (bycie w nosidle, na rączkach, na własnych nóżkach), ale przede wszystkim o to, w jaki sposób dziecko funkcjonuje. Półtoraroczniak to już przecież nie niemowlę wtulone w rodzica, ale maluch, którego potrzeby wykraczają znacznie poza jedzenie, picie, suchość pieluszki i bliskość rodziców. I tak podczas naszego kolejnego wspólnego wyjazdu w góry, okazało się, że my-rodzice musimy nauczyć się wielu rzeczy zupełnie od nowa. Oto - w dużym skrócie - jakie lekcje przekazał nam szesnastomiesięczny synek podczas tygodnia spędzonego w Tatrach.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
Tagi