Kategorie: Wszystkie | praktyczne | relacje i obrazki | różności
RSS
poniedziałek, 29 października 2018
Muśnięcie (Wielka Fatra)

Kiedy w końcu udało nam się zrealizować plan dotarcia na grzbiet Wielkiej Fatry, byłam w piątym miesiącu ciąży, był koniec października, a pogoda nie rozpieszczała. Postanowiliśmy skorzystać z autobusu, który kursował jeszcze o tej porze roku w weekendy z Bańskiej Bystrzycy i dowoził turystów pod hotel górski Kráľova Studňa. Pomysł dość oryginalny, jak dla nas, ale czasem warto poszerzać horyzonty... Autobusik (bo tak go lepiej nazwać) faktycznie kursował i mimo szpetnej pogody na dole, był pełen osób w różnym wieku, które tak jak my chciały rozpocząć wędrówkę od razu na górze. Niestety, cud pogodowy nie zdarzył się wraz z wjechaniem na wysokość ponad 1200 m n.p.m. Padało, wiało, o widoczności można było pomarzyć.

Wielka_Fatra_jesien_1

Schroniliśmy się czym prędzej w przestrzeniach hotelowych (no bo raczej nie schroniskowych) i rozpoczęliśmy czekanie na cud, który przecież musiał się stać. Nieco zaskoczył nas fakt, że potężny jak na tę wysokość budynek oferował turystom jedynie ciasny bufecik tuż przy wejściu. Ten zaś był akurat "okupowany" przez liczną i głośną grupę, która raczej nie zdążyła wytrzeźwieć od poprzedniego wieczora. Jakkolwiek, miejsce znaleźliśmy w holu, gdzie było spokojniej, cieplej i na tamten moment, milej. Nasz plan zakładał dojście na Krížną, a następnie na Ostredok, najwyższy szczyt Wielkiej Fatry. Wracać oczywiście chcieliśmy "naszym" autobusikiem, który późnym popołudniem zjeżdżał w dół. Jako że po pewnym czasie siedzenie w cieple nam się znudziło, a na dworze prawie nie padało, postanowiliśmy ruszyć.

 

Mimo cokolwiek ponurej aury, spotkaliśmy m.in. parę z maleńkim dzieckiem w nosidle (pod kurtką) oraz licznych rowerzystów, dzielnie walczących z błotem pod kołami. Ruch na grzbiecie był, ale widać było zasadniczo ludzi dobrze przygotowanych (ot, taka różnica między turystyką "tam" a "tu"). Niestety, spacer zakończyliśmy trochę wcześniej niż planowaliśmy, gdyż smagający nas wiatr i wszechogarniająca mokrość dały mi trochę popalić i stwierdziłam, że żadna Krížna (czy nawet Ostredok) nie są warte mojego przeziębienia się w ciąży. Poślizgnięcie się na błocie utwierdziło mnie jedynie w tym, że decyzja o powrocie do hotelu była słuszna. Powróciliśmy więc pokornie i zasiedliśmy w bufecie (grupa właśnie wychodziła, bo internet powiedział, że wkrótce ma się przejaśniać...). I wydawałoby się, że już nic się tego dnia nie wydarzy (powoli zbliżała się godzina naszego odjazdu), a jednak... W pewnym momencie naprawdę pogoda zaczęła się zmieniać. Nasz mały cud się wydarzył, a nam było dane przez krótką chwilę poczuć, jak bajkowo musi być w Wielkiej Fatrze słoneczną jesienią...

 Wielka_Fatra_jesien_3

Wielka_Fatra_jesien_51

Wielka_Fatra_jesien_7

Wielka_Fatra_jesien_6

Wielka_Fatra_jesien_8

Wielka_Fatra_jesien_9

Wielka_Fatra_jesien_10

Wielka_Fatra_jesien_11

 Wielka_Fatra_jesien_12

Wielka_Fatra_jesien_13

Wielka_Fatra_jesien_14

Wielka_Fatra_jesien_15

 

Wielka_Fatra_jesien_17

Wielka_Fatra_jesien_18

Wielka_Fatra_jesien_19

Wielka_Fatra_jesien_20

Wielka_Fatra_jesien_22

 Potem słońce zgasło dość szybko, jak to jesienią, a Fatra zaczęła układać się do snu...

P.S. Jaka pogoda była następnego dnia, choć w trochę innych górach, można zobaczyć tutaj, tutaj i tutaj.

 

wtorek, 31 lipca 2018
Małe dziecko w Tatrach, czyli czego nauczył nas szesnastomiesięczny turysta
To, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, wie każdy. W kontekście tematyki naszego wpisu nie chodzi tu jedynie o dosłowne, fizyczne położenie dziecka względem rodzica (bycie w nosidle, na rączkach, na własnych nóżkach), ale przede wszystkim o to, w jaki sposób dziecko funkcjonuje. Półtoraroczniak to już przecież nie niemowlę wtulone w rodzica, ale maluch, którego potrzeby wykraczają znacznie poza jedzenie, picie, suchość pieluszki i bliskość rodziców. I tak podczas naszego kolejnego wspólnego wyjazdu w góry, okazało się, że my-rodzice musimy nauczyć się wielu rzeczy zupełnie od nowa. Oto - w dużym skrócie - jakie lekcje przekazał nam szesnastomiesięczny synek podczas tygodnia spędzonego w Tatrach.
poniedziałek, 07 maja 2018
Krywań, czyli najpiękniejsza góra świata
Najpiękniejsza, oczywiście, moim zdaniem, choć fakt faktem nie jestem odosobniona w swej obsesyjnej miłości. Ba, śmiało mogę założyć, że nie mniej niż jedna trzecia narodu słowackiego chętnie by się ze mną zgodziła*.
wtorek, 03 kwietnia 2018
Zima prawdziwa (w Karkonoszach)
Jeśli ktoś nie lubi (najpewniej z założenia) Karkonoszy, bo "są takie cywilizowane" i daleko im do "prawdziwych", dzikich gór, niech zbierze się w sobie i spróbuje pojechać w Karkonosze zimą.
środa, 28 marca 2018
O podróżowaniu przez Czechy... i Polskę (suplement)

Będzie krótko, bo po co się powtarzać. A więc byłam niedawno w Karkonoszach. Obcowanie z najprawdziwszą zimą skończyłam w Hornej Malej Upie, czy jak kto woli na Przełęczy Okraj. Stąd rankiem (o godzinie 6.40), mimo białej drogi (wysypanej żwirem) i mrozu, wyruszyłyśmy z przystanku (położonego niewiele poniżej 1040 m n.p.m.) autobusem komunikacji publicznej, by niechętnie rozpocząć odwrót ku drogiej ojczyźnie. Wszystko szło doskonale: Trutnov, Hradec Králové, Pardubice; przesiadki, przystanki, dworce, schludne poczekalnie i typowe dworcowe knajpki (a raczej "restauracje"), a przede wszystkim czyste pociągi osobowe i pospieszne (niektóre jadące 100 km/h). Wszędzie klimatyzacja, dzięki której ani za gorąco, ani za zimno. Czeski standard. Pani w kasie biletowej, która (sama z siebie) "wyczarowała" dla nas bilety tańsze o kilkaset koron*. W końcu pociąg Eurocity, czeski skład (obsada czeska oczywiście tylko do granicy). Teraz już jedziemy prosto do Krakowa. Za oknem zmieniają się krajobrazy, od podgórskich widoków ku typowo śląskim klimatom. Można po prostu być i odpoczywać. Spokój skończył się wraz z przekroczeniem granicy czesko-polskiej. Kiedy pociąg o takim standardzie porusza się z prędkością 30 kilometrów na godzinę, to proszę wybaczyć, ale świętego by spokój opuścił. I jeszcze to paskudne poczucie wstydu, bo w przedziale prócz nas dwójka turystów anglojęzycznych jadących do Krakowa, którzy (na "dzień dobry") nie mogli nie zauważyć różnicy w podróżowaniu przez Czechy i przez Polskę... Jeśli ktoś myśli, że dramatyzuję, to proszę policzyć samemu: między Czechowicami-Dziedzicami a stacją Brzeszcze Jawiszowice (tak, tutaj również pociąg się zatrzymuje!) jest 21 kilometrów. Pociąg pokonuje je w... 41 minut. Na sam koniec 10 minut dodatkowego oczekiwania na wjazd na dworzec w Krakowie, bo zabrakło dla nas wolnego toru...

o_podrozowaniu_przez_Czechy_na_stacji_gdzies_w_Jesenikach

Odwołuję to, co napisałam poprzednio. Nie podróżujcie przez Czechy. Szok po zderzeniu z naszą, polską rzeczywistością może być zbyt bolesny.

* Kto jest pewny swojej podróży tego typu pociągiem przez Czechy, niech odpowiednio wcześniej próbuje kupić bilet on-line - jest duża szansa na jakieś zniżki/promocje. Tak czy owak, (w Eurocity) teoretycznie powinno być najtaniej, jeśli kupimy bilet tylko na trasę po stronie czeskiej, następnie (osobno) na odcinek graniczny, do pierwszej stacji po polskiej stronie granicy, po to by za końcowy (polski odcinek) zapłacić bezpośrednio u polskiego konduktora. Mimo dopłaty za kupno biletu u obsługi, powinno być taniej niż za bilet międzynarodowy. Osobiście, jeśli będzie okazja, następnym razem skorzystam z połączeń autobusowych typu Ostrava-Kraków...

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55
Tagi